piątek, 13 grudnia 2013

zanurze(nie) w Styksie

Ponowny ogromny przypływ euforii.
Jestem taka szczęśliwa. Taka zachwycona. Taka dumna.
Nieznane mi ciepło przepływa przez moje ciało. Łzy same chcą się wydostać. Ciepłe. Ze wzruszenia.
Życie jest takie piękne. Tak bardzo prosiłam Boga o siłę, o harmonię. Tak bardzo dziękuję Mu, że mnie wysłuchał. Dziękuję za mamę, za przyjaciół, za mnie.
Zawsze bałam się samotności. Nigdy nie będę sama. Nie ma takiej opcji. To nie ego - to nadzieja i wiara w bliskich.
Tak bardzo czuję się dobrze. Emanuję optymizmem, który zmusza mnie do wdychania większej ilości powietrza. Aż się nim dławię, nie nadążam. Pięknie jest tak czuć.
I choć gdzieś tam tli się strach przed utratą tego stanu rzeczy - staram się o nim nie myśleć. O brudach, które przyjdą. A na pewno tak będzie.
Nieważne. Tyle radości. Tyle obowiązków. Tyle emocji i wrażeń. Tyle przyszłości.

już nie zanurzam się w Stykcie, gdzie ogarniał mnie potworny, przeszywający na wskroś, ból. krzyk. ucisk. nieustannie trwający skurcz, który odbierał mi normalny stan rzeczy.

to choroba. strach. obawa = wszystko do naprawienia.
już się naprawia

trzeba sięgnąć po właściwe środki. ludzie. muzyka. zapełnianie wolnego czasu. ilość alkoholu. wsparcie rodziny.

nie narzekam. jest wspaniale. mimo we're dancing in this world alone
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz