wtorek, 17 grudnia 2013

nerwy w konserwy

Tak. Mam ochotę warczeć i krzyczeć na cały świat.
Nie polecam roli amatorskiego reżysera - . -
To naprawdę ciężka praca. Może gdybym miała profesjonalnych aktorów, scenografów, itp...
Ale nie wolno mi narzekać.
Bo ta współpraca daje mi tyle radości. A co najważniejsze - jest spełnieniem mojego marzenia.

Już jako mała dziewczynka, obserwując panie przedszkolanki z kartkami scenariusza, marzyłam o takiej roli.
moje refleksje na papierze urzeczywistnione na scenie. magia.

Nerwy w konserwy i nadal czerpmy radość z tworzenia.
Bo choć się denerwuję (serio, serio) przed czwartkiem - premiera - to  ufam im, wierzę, że mnie nie zawiodą. Że ja też nie spapram sprawy, bo jakąś rolę też sobie przypisałam.
Będzie dobrze :)
Na szczęście cały czas słyszę takie słowa otuchy i dla uspokojenia wspominam w myślach oceny tego scenariusza, które padły z wielu fachowych ust.
aż tak źle być nie może...

Tak poza nerwami... To naprawdę wspaniałe uczucie. Po pierwszych próbach czułam się dziwnie: to się dzieje naprawdę? Że niby tu i teraz stoi przede mną Valenteen i za chwilę zobaczę jak bardzo gardzi resztą bohaterów? Kolejne były bardziej 'ogarnięte', jakoś to zaczęło wyglądać. I wtedy myśl brzmiała mniej więcej tak: o to chodzi! Przecież tak to widziałam, kiedy pisałam!

Im bliżej premiery, tym więcej zwątpień.
Do dupy to. Zwariowałam. Nikt tego nie zrozumie. A może jednak to jest banalne? Zanudzą się na śmierć.

i co z tego. ja spełniłam swoje marzenie. moi aktorzy często powtarzają (do dziś dzień! po 4 miesiącach pracy!) swe kwestie, które sobie ukochali. czyli nie tak źle z tym scenariuszem jest ;3
najważniejsze, że nam się podoba. mnie się podoba. jestem spełnionym pseudoreżyserem :)

If you believe in the things that make you strong - Birdy 'Maybe'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz