dzień
dobry. nie umiem żyć z ludźmi, bo przez okres 19 zasranych lat nie
spotkałam nikogo, kto by przy mnie pozostał przysłowiowo *na zawsze*. nie spotkałam żadnej pokrewnej duszy i nikt nie akceptuje mnie takiej,
jaka jestem. jestem obiektem wykorzystywania przez ludzi i zgodnie z
religią chrześcijańską pozwalam się wykorzystywać. straciłam radość życia, bo odebrali mi ją ludzie, a mogę ją uzyskać jedynie wtedy, gdy
znowu będę miała *z kim żyć*. czy ktoś wie jak mi pomóc? wątpię we
wszystko, w siebie, w to, co robię. bo ludzie mówią, że nie jestem w tym
dobra i że jestem fałszywa, czyli jestem wszawą jednostką. wszyscy mi
zazdroszczą i patrzą na mnie jak na intruza, a ja im nic nie zrobiłam. odgadnie pan przyczynę? odgadnie pan rozwiązanie? odgadnie pan moją
przyszłość?