gdzieś tam bardzo zgubiłam siebie po drodze.
pojawiłam się nowa ja - bardzo pozytywna - ale pewne istotne cechy wróciły do stanu początkowego.
kompletna kupa w głowie.
wiem, że nie jestem sama.
że nie upadnę
ale teraz to boli.
więc mam ochotę to zniszczyć,
kiedy nawet nie zaczęło raczkować.
dlaczego zawsze wszystko musi spoczywać na moich barkach?
to nie ja jestem facetem.
