Kiedyś się buntowałam i unikałam psychologa jak diabeł święconej wody.
A dziś przyznaję, że chcę doktorowi zaufać i zmierzyć się ze swoimi demonami.
Nie - pisząc i nieustannie analizując wszelkie problemy w głowie, ale wypowiadając je na głos.
Dopiero po 8 latach odważyłam się na taki krok. Jestem z siebie dumna.
Chyba nigdy tak o sobie nie pomyślałam...
Oczywiście musiał zaistnieć bodziec.
Otóż wcale nie wydarzyła się żadna drama - wręcz przeciwnie - samo życie ostatnimi czasy zesłało mi bratnią duszę, która tym, że po prostu jest, dała mi do zrozumienia poprzez wiele rozmów, że utknęłam.
Sama ze sobą, w swoim wnętrzu.
Przestałam zdobywać, nie potrafię już marzyć...
Bańka w umyśle.