piątek, 27 grudnia 2013

jestem powątpiewaniem w sens

bo chyba każdy tak ma.
nie wliczając narcyzów i egoistów

wątpię w ludzi i w siebie

temu ostatnio nastąpił mały zastój w pisaniu czegokolwiek.

bywa tak - czujemy, że do czegoś dążymy, ale nie mamy pewności czy warto.
boję się porażki.
niepowodzenia.
wszyscy zawodzą. taka nasza natura


może właśnie czas skończyć się dobijać i użalać
I wziąć się w garść.


sobota, 21 grudnia 2013

zastanawiam się

Zastanawiam się czy....
- każdy ma tak jak ja :
* że wiecznie jest zabiegany
* że siebie nie lubi (nienawiść już mi przeszła)
* że wierzy "aktywnie" w Boga
* że się nie poddaje
* że często płacze
* że cały czas widzi wszędzie wspomnienia
* że walczy ze swym lenistwem
* że ucieka od domu
* że ma tylko mamę
* że czuje się samotny
* że robi szalone rzeczy
* że sam się z siebie śmieje
* że ma swoje zasady
* że wiecznie tęskni
* że zawsze zrozumie
* że szuka szczęścia
* że czeka na szczęście w postaci drugiej osoby
* że pisze swoje refleksje w różnych postaciach
* że lubi po obejrzanym filmie siedzieć i tępo patrzeć w ekran, bo dociera do niego przekaz filmu
* że wiecznie coś czyta
* że ma mnóstwo pomysłów
* że żyje niczym maszyna
* że braknie mu sił
* że żyje, by osiągnąć swój cel, by spełnić swe marzenia
* że nie ogląda telewizji
* że przywłaszcza sobie utwory muzyczne
* że cierpi na bezsenność
* że maniakalnie popija miętową herbatę
* że czuje się 'staro', 'dojrzale'
* że niczego nie żałuje
* że utracił wiarę w ludzi
* że jest nieufny
* że bez kalendarza by zginął
* że stara się być życzliwy dla wszystkich
* że wiecznie nad sobą pracuje
* że wiecznie poszukuje
* że potrafi godzinami słuchać innych; ich historii - i odepchnąć swój egoizm
* że unika ulepszeń typu - wyższa samoocena, bo boi się popaść w narcyzm/egoizm

czwartek, 19 grudnia 2013

beautiful day

tyle emocji, wrażeń i nerwów.
tyle pozytywnych opinii.
tyle współpracy i braterskiej miłości.

wszystko nabrało sensu :)

misja zakończona.

... bo magicznym uczuciem dla reżysera jest usłyszeć, że spektakl poruszył widza.

środa, 18 grudnia 2013

ciepło/zimno


ciepło. zimno.

Rześki, orzeźwiający prysznic, ze zmienną temperaturą.
Odstresowująco. Odkrywczo.
Po co zimna woda? Masochistyczny prysznic?
Nie. Lepsze krążenie. A potem rozkosz - kiedy po ciele ponownie spływają ciepłe krople wody...
Dzięki zasadzie kontrastu - doceniamy obydwie siły.
Dobro. Zło.
Szczęście. Cierpienie.
Harmonia. Chaos.





edit - 3 years later


wtorek, 17 grudnia 2013

nerwy w konserwy

Tak. Mam ochotę warczeć i krzyczeć na cały świat.
Nie polecam roli amatorskiego reżysera - . -
To naprawdę ciężka praca. Może gdybym miała profesjonalnych aktorów, scenografów, itp...
Ale nie wolno mi narzekać.
Bo ta współpraca daje mi tyle radości. A co najważniejsze - jest spełnieniem mojego marzenia.

Już jako mała dziewczynka, obserwując panie przedszkolanki z kartkami scenariusza, marzyłam o takiej roli.
moje refleksje na papierze urzeczywistnione na scenie. magia.

Nerwy w konserwy i nadal czerpmy radość z tworzenia.
Bo choć się denerwuję (serio, serio) przed czwartkiem - premiera - to  ufam im, wierzę, że mnie nie zawiodą. Że ja też nie spapram sprawy, bo jakąś rolę też sobie przypisałam.
Będzie dobrze :)
Na szczęście cały czas słyszę takie słowa otuchy i dla uspokojenia wspominam w myślach oceny tego scenariusza, które padły z wielu fachowych ust.
aż tak źle być nie może...

Tak poza nerwami... To naprawdę wspaniałe uczucie. Po pierwszych próbach czułam się dziwnie: to się dzieje naprawdę? Że niby tu i teraz stoi przede mną Valenteen i za chwilę zobaczę jak bardzo gardzi resztą bohaterów? Kolejne były bardziej 'ogarnięte', jakoś to zaczęło wyglądać. I wtedy myśl brzmiała mniej więcej tak: o to chodzi! Przecież tak to widziałam, kiedy pisałam!

Im bliżej premiery, tym więcej zwątpień.
Do dupy to. Zwariowałam. Nikt tego nie zrozumie. A może jednak to jest banalne? Zanudzą się na śmierć.

i co z tego. ja spełniłam swoje marzenie. moi aktorzy często powtarzają (do dziś dzień! po 4 miesiącach pracy!) swe kwestie, które sobie ukochali. czyli nie tak źle z tym scenariuszem jest ;3
najważniejsze, że nam się podoba. mnie się podoba. jestem spełnionym pseudoreżyserem :)

If you believe in the things that make you strong - Birdy 'Maybe'

piątek, 13 grudnia 2013

zanurze(nie) w Styksie

Ponowny ogromny przypływ euforii.
Jestem taka szczęśliwa. Taka zachwycona. Taka dumna.
Nieznane mi ciepło przepływa przez moje ciało. Łzy same chcą się wydostać. Ciepłe. Ze wzruszenia.
Życie jest takie piękne. Tak bardzo prosiłam Boga o siłę, o harmonię. Tak bardzo dziękuję Mu, że mnie wysłuchał. Dziękuję za mamę, za przyjaciół, za mnie.
Zawsze bałam się samotności. Nigdy nie będę sama. Nie ma takiej opcji. To nie ego - to nadzieja i wiara w bliskich.
Tak bardzo czuję się dobrze. Emanuję optymizmem, który zmusza mnie do wdychania większej ilości powietrza. Aż się nim dławię, nie nadążam. Pięknie jest tak czuć.
I choć gdzieś tam tli się strach przed utratą tego stanu rzeczy - staram się o nim nie myśleć. O brudach, które przyjdą. A na pewno tak będzie.
Nieważne. Tyle radości. Tyle obowiązków. Tyle emocji i wrażeń. Tyle przyszłości.

już nie zanurzam się w Stykcie, gdzie ogarniał mnie potworny, przeszywający na wskroś, ból. krzyk. ucisk. nieustannie trwający skurcz, który odbierał mi normalny stan rzeczy.

to choroba. strach. obawa = wszystko do naprawienia.
już się naprawia

trzeba sięgnąć po właściwe środki. ludzie. muzyka. zapełnianie wolnego czasu. ilość alkoholu. wsparcie rodziny.

nie narzekam. jest wspaniale. mimo we're dancing in this world alone
 

środa, 11 grudnia 2013

powrót do żywych

Miło jest usłyszeć tyle komplementów.
Poczuć się ładną, promieniejącą. Dostrzeganą.
Choć na kilka godzin czułam się dowartościowana. Tylko na kilka godzin. Potem powrócił standardowy koszmar.

Nie lubię się tak czuć. Wtedy jestem jeszcze bardziej samotna. Pozostawiona gdzieś pośrodku drogi, bez ratunku, bez wsparcia. Kompletnie staję się do niczego. Wszystkiego mi się odechciewa.
Brak zrozumienia.
Wtedy sięgam po mój magiczny woreczek z lawendą i wchłaniam jej słodko-ostry zapach.
Nie lubię wilgotnych, zmęczonych powiek po potoku łez. Symbolizują beznadzieję. Nieporadność.
Kwintesencja prawdy o mnie.



wtorek, 10 grudnia 2013

* * *

Tak często tak bardzo chce mi się żyć. Po prostu. Chwilowy stan euforii, który sprowadza mnie do miliona wspomnień w roli głównej z bliskimi.
Nie wiedzieć skąd... Choć przed chwilą ubolewałam nad niesprawiedliwością i brakiem logiki na tym świecie.
Po prostu wiem. Czuję. Mam ochotę poruszyć góry i wstrzymać oceany. A wszystko po to by pokazać, jak bardzo cieszę się życiem, jak bardzo cierpliwość ustępuje ekscytacji związanej z przyszłością.
Ale też jak bardzo w moim życiu dominuje strach. Lęk, przed kolejną porażką. Łzy, po kolejnym niepowodzeniu. Niemoc, po przytłaczającej sile ludzkości.
Im więcej radości z życia, tym więcej wszechobecnego bólu istnienia. Paraliżu, który tak bardzo obezwładnia, że czasami sama nie wiem co ze sobą robię.
Dzikość. Cecha współczesnego człowieka. Niepojęte siły napędowe z otoczenia niczym zastrzyk umożliwiają nam zdolność do nierozwagi, szaleństwa.
Tak bardzo pragnę okiełznać moje zmysły. Moją dzikość. Impulsywność. Wypowiadanie mych właściwych myśli, a nie zlepka tłustych głosek.
Mądrość po stracie. Po głupocie. Tak bardzo tak często moje życie było głupotą. Moje myśli, postępowanie, wypowiedzi.
Wstydzę się. Siebie. Czas na zmiany.