Miło jest usłyszeć tyle komplementów.
Poczuć się ładną, promieniejącą. Dostrzeganą.
Choć na kilka godzin czułam się dowartościowana. Tylko na kilka godzin. Potem powrócił standardowy koszmar.
Nie lubię się tak czuć. Wtedy jestem jeszcze bardziej samotna. Pozostawiona gdzieś pośrodku drogi, bez ratunku, bez wsparcia. Kompletnie staję się do niczego. Wszystkiego mi się odechciewa.
Brak zrozumienia.
Wtedy sięgam po mój magiczny woreczek z lawendą i wchłaniam jej słodko-ostry zapach.
Nie lubię wilgotnych, zmęczonych powiek po potoku łez. Symbolizują beznadzieję. Nieporadność.
Kwintesencja prawdy o mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz